„Zróbmy sobie geniusza”

Reportaż „Zróbmy sobie geniusza” z moimi komentarzami ukazał się w najnowszym magazynie parentingowym Mammazine.

Zapraszamy! 💕😊
http://mammazine.com.pl/zrobmy-geniusza-reportaz/

Poniżej fragment artykułu.

„Renata i Marek, małżeństwo z dwunastoletnim stażem. Pani adwokat, pan prokurator. Zdarza im widywać się na sali sądowej, ale częściej spotykają się na płaszczyźnie pasji. Książki. Kupują tony książek. Wszystkie gatunki, z każdego krańca świata. Poliglotom zawsze jest łatwiej, rzadziej muszą czekać na polskie tłumaczenia. W ich rzeszowskim mieszkaniu znalazło się miejsce dla tysięcy książek, które nie przeszkadzają nikomu nawet w pomieszczeniach tak nieoczywistych jak łazienka czy kuchnia. Przeszkadza chyba tylko Paweł (…)

Paweł

Cztery tysiące złotych co miesiąc na zajęcia wyrównawcze, na kursy językowe, na warsztaty rozwojowe. Paweł nie jest niepełnosprawny, nie jest opóźniony w rozwoju. Normalny, zdrowy siedmiolatek. Zwyczajne dziecko. – Po prostu nie spodziewaliśmy się, że może nam się trafić taki syn. Przecież geny powinny coś znaczyć, prawda? – Renata szuka zrozumienia w papierowych oczach Philipa Rotha, którego podobizna wisi na ścianie. Tysiące przeczytanych książek, świetnie skończone studia, usiana sukcesami droga zawodowa. Piękni, młodzi, bogaci. Renata urodziła Pawła tuż po trzydziestce, to nie była niezdrowo późna ciąża, nie było komplikacji. – Nie jesteśmy przeciętniakami, nie powinniśmy mieć przeciętnego dziecka. Paweł jest dzieckiem, które do siódmego roku życia nie zdążyło olśnić rodziców i nauczycieli. Późno zaczął mówić, początki edukacji nie ujawniły geniuszu. Zajęcia dodatkowe mają być sposobem na odnalezienie ukrytych pasji i talentów. Na razie nie działają. – Jesteśmy podziwiani, ale nigdy z powodu Pawła – Renata najchętniej oddałaby syna dziadkom.

Paweł jest cały czas w szkole albo na dodatkowych zajęciach. W domu wgapia się w telewizor lub tablet. Coraz trudniej się z nim rozmawia – Ewa, matka Renaty, nie chce zabierać córce dziecka. Wierzy, że zaczną ze sobą rozmawiać, bawić się, jak w normalnym domu. Ma nadzieję, że Paweł nigdy nie usłyszy, jak matka mówi o nim “idiota”.

(…)

– Wiesz, kim są rodzice tych dzieci? To my, pokolenie X i wczesne pokolenie Y – mówi Małgorzata Ciuksza, radczyni prawna i psycholożka. – Znasz to? Żyjemy w biegu, w nadmiarze informacji, w epoce projektów, zadań i osiągnięć. Jesteśmy świadomi, często pewni siebie, czasem nadmiernie roszczeniowi. Chcemy, by szkoła wychowała nam dzieci. Nie uznajemy autorytetów. Na Facebooku pokazujemy idealną rodzinę, mimo że prawdy i miłości w tej rodzinie nie ma. Egoistycznie walczymy w sądach o swoje dzieci, bo nie chcemy wiedzieć, że drugi rodzic ma takie same prawa. Egoiści, niepewni tego, czego naprawdę chcą, ludzie żyjący w świecie nadmiaru możliwości.

Botoksowe twarze, sztuczne emocje, piękne obrazki na Insta – to jest cel.

Prześladowani przez wyśrubowane ideały i poczucie winy, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, również jako rodzice. Świetnie wykształceni pracownicy harujący od rana do nocy za minimalną krajową, bo rozwarstwienie społeczne jest coraz większe, tak jak coraz większe są zobowiązania do opłacenia. Przestymulowani, zapominający o tym, jak ważne jest dbanie o relacje, nastawieni na „sukces” i „karierę”, często smutni i zagubieni. Wiesz na kogo przerzucają stres? Na dzieci, dla których nie mają czasu, a jak mają czas, to nie mają pomysłu, co z nim zrobić. Na dzieci, na które ciężko pracują i chcą dać im wszystko, co wydaje im się potrzebne, co dają sąsiedzi swoim, co jest teraz modne. Z badań wynika, że 50% rodziców codziennie spożywa posiłki ze swoimi dziećmi. Dużo? Dwanaście lat temu to było 80%. W te obecne 50% też nie do końca wierzę. Od 75 lat na Harvardzie prowadzone są badania na temat źródła szczęścia i to niezmiennie jest miłość, relacje, rodzina. I to się przekłada na zdrowie, na kondycje, na samopoczucie. Przytulanie wciąż człowiekowi służy bardziej niż kariera, a tak łatwo o tym zapomnieć. Chociaż oczywiście nieprawdą byłoby stwierdzenie, że tak wyglądają wszystkie rodziny.

– Nie wszystkie, ale niektóre na pewno. Znasz takie rodziny?

– Jako radczyni prawna obserwuję to zjawisko wśród moich klientów – rozwodzących się rodziców. Z czasem wpadają oni w pułapkę. Chcą zapewnić dzieciom wszystko, co najlepsze, w tym te wszystkie kursy i aktywności. Muszą pracować więcej, by te zajęcia opłacić. W konsekwencji ani nie dbają o siebie, ani o swoje dzieci. Nie poświęcają im swojego czasu, a jak już im go dają, to są tak zmęczeni, że jakość chwil spędzanych razem pogarsza się. O ile lepsza byłaby praca nad relacją, o ile trudniej się jednak na nią zdobyć. (…)”

3+

Users who have LIKED this post:

  • avatar
Zostaw komentarz