Zbiór „popodróżnych” myśli

Co odkryłam po powrocie? Może nie tyle odkryłam, ale bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że ludzki umysł to jednak niesamowity twór. Sprawił, że mam wrażenie jakby tej mojej podróży dookoła świata wcale nie było. A wróciłam raptem pięć dni temu. Przez pierwsze godziny czułam się dziwnie, ale chwilę później wróciłam do tego samego. Do tego samego mieszkania, tych samych sądów, tych samych rozpraw. Może nie czuję tego pośpiechu i stresu choć pewnie z czasem do mnie wrócą. Świat idzie bowiem zawsze swoją drogą. To my tylko różnie na niego patrzymy.

Moją podróż przypominam sobie tylko gdy oglądam zdjęcia. Wracam emocjami do tego co było. Było bo teraz już tego nie ma.

Opowiadam o tej mojej podróży już teraz inaczej. Zupełnie inaczej niż w jej trakcie.
Teraz myślę sobie, że taka dłuższa podróż ma na pewno jeden minus. Minus, o którym mówią wszyscy co podróżują dość długo. Taki mianowicie, że przez nadmiar bodźców, wrażeń i emocji, w tej całej różnorodności, łatwo jest nie docenić piękna. Piękna przyrody, zabytków, natury czy architektury. Dla jednych niezwykła, święta skała stać się bowiem może dla podróżnika zwykłym, kolejnym… kamieniem.

Teraz doceniam przede wszystkim ludzi, których poznałam na mojej drodze. I tych, którzy byli w podroży i tych, którzy żyli gdzieś daleko na stałe. Rodziny – tak inne od mojej. Pary – w tak różnych związkach. Relacje – tak inne i równie piękne jak moje.

Wiem jak ważny jest spokój i równowaga. W życiu TU a nie TAM. W tych okolicznościach i niezależnie od nich.

Kiedyś uważałam, że nadejdzie taki moment w historii ludzkości, że ludzie będą wybierać -niczym hotele- państwa, w których będą chcieli zamieszkać. A te państwa będą im dawać swoje oferty gospodarcze, socjalne, światopoglądowe, kulturowe i polityczne. Teraz myślę, że tak się żyć nie da. Że są emocje, rodzina, przyjaciele i inne więzi, które trudno jest zostawić. Kiedyś chciałam mieszkać w Australii a teraz myślę, że odległość od Polski by mi na taką długoterminową zmianę nie pozwoliła. Inaczej pewnie byłoby gdybym przeprowadziła się tam 10 lat wcześniej. A może się mylę? Może nigdy nie jest za późno? Może to tylko kwestia czasu? Przecież tego nie sprobowałam. Taki proces zmiany ma swoje etapy i w pewnym momencie bym się przyzwyczaiła. Ale czy to o przyzwyczajenie w życiu chodzi? Czy raczej o szczęście i przyjemność tu i teraz? Hmmmmm… Jest różnie. I pewnie zależy od chwili. Momentu. Od tego czy mówimy o relacjach, o pracy czy o państwach.

Są tacy, którzy mówią, że życie to taka sinusoida, w której ciągle dążymy do równowagi. Myślę, że to jedna z niewielu prawd. Naturalnych i stałych.

Co zauważyłam w sobie po podróży? To, że jestem przesadnie „zadaniowa”. Że wyznaczam sobie kolejne zadania do których dążę. Że tak funkcjonuję. Na zasadzie planów i ich realizacji. Przesadnego zorganizowania. I że tę podróż też potraktowałam w dużej mierze jako zadanie… Luzu, więcej mi trzeba, luzu!

Co się zmieniło tu? Chyba tylko tyle, że kilka kolejnych, nowych bloków kolejnego zamkniętego, strzeżonego osiedla urosło mi pod oknem.

Co się zmieniło we mnie? Prócz tego skarbu jakim jest spokój, który mam w sobie teraz (przynajmniej teraz) to chyba tylko tyle, że przestałam się malować 😉 Bo codzienność, w której można dotknąć oka, które się nie rozmaże, jest bezcenna! Niech żyje naturalność i #NoMakeUp project 😉

7+

Users who have LIKED this post:

  • avatar
4 Komentarze
  1. avatar image
    Sebastian at 6 czerwca 2016 Reply

    Superowy blog. Czyta się go cudnie od razu widać, że Pani uwielbia pisać i przychodzi to Pani z łatwością. Pozdrowienia od ucznia gimnazjum oraz dziękuje Pani Lucynie za pokazanie nam bloga. Oby tak dalej :*

    1+

    Users who have LIKED this comment:

    • avatar
    1. avatar image
      iMałgo at 7 czerwca 2016 Reply

      Dziękuję za miłe słowa! 🙂

      0
  2. avatar image
    Krzysiek Leśny Mikunda at 24 czerwca 2016 Reply

    Małgosiu, najważniejszą podróżą na świecie, jest ta, którą odbywamy wewnątrz siebie samych. To nie chodzi o to by zobaczyć Tokio czy Nowy York, choć zawsze warto. Jako „nieco” starszy 🙂 już dziś wiem, że to w ogóle nie chodzi o to czy Ty patrzysz, a o to czy widzisz! O to też, by w podróży wewnątrz siebie cały czas dostrzegać zmiany, ewoluować, żeby się ze sobą nie nudzić, nie godzić na powroty. Tu nie może być tych samych miejsc! Nie można do niech wracać. Myślę, że od pokonywania kilometrów, znacznie ważniejsze jest pokonywanie siebie. Swoich lęków i słabości. Wtedy wiemy, że naprawdę podróżujemy, że się zmieniamy, doświadczamy, stajemy się. Bez zrozumienia, bez widzenia, bez doświadczania, podróże są tylko przemieszczaniem się, a to znacznie z mało. To nawet strata czasu 😉

    0
    1. avatar image
      iMałgo at 24 czerwca 2016 Reply

      Tak właśnie jest. Dziękuję Ci za ten wpis <3

      0
Zostaw komentarz