Podróż to stan umysłu

Dlaczego warto czasem pojechać na krótkie wakacje w stylu „all inclusive”?
1) bo można całkowicie oddać się absolutnemu nicnierobieniu,
2) bo jest czas na poczytanie książki,
3) bo można przyswoić multum witaminy D z promieni słonecznych,
4) bo można zjeść trzydaniowe posiłki,
5) bo nie trzeba niczego planować,
6) bo można zapomnieć czym są pośpiech i stres,
7) bo można poobserwować bardziej lub mniej dziwnych ludzi (i tych, którzy przez pół dnia robią sobie idealne selfie i takich, którzy robią sobie wieczorowy makijaż przed wejściem do basenu),
8) bo można się w końcu wyspać, chodzić późno spać i równie późno wstawać,
9) bo jak się chce to można w ogóle nie wychodzić z hotelu,
10) bo można wyłączyć myślenie i poudawać Kretyna 😉

Na Krecie spędziłam niecałe 3 dni, z czego:
1) jeden dzień przemieszczałam się autobusem po wyspie,
2) drugi słuchałam wykładów o analizie sentymentalnej (czyli -mówiąc w uproszczeniu- o emocjach w świecie nowych technologii) pławiąc się w chwale mojego dottore of philosophy in space science and engineering,
3) a trzeciego dnia nie robiłam NIC prócz tak zwanego „plażingu, leżingu i eatingu”.

Jeszcze kilka lat temu NIGDY nie pojechałam na tego typu wakacje. Dlaczego?
1) bo myślałam, że nicnierobienie niczego mądrego nie wnosi do mojego życia,
2) bo sądziłam, że niczego się w trakcie takich wakacji nie nauczę,
3) bo uważałam, że to strata czasu,
4) bo miałam wrażenie, że „ambitni ludzie” (czyli podobno ja) na takie wakacje nie jeżdzą,
5) bo myślałam, że niczego nowego w tracie tych wakacji nie zobaczę,
6) bo wolałam nie spać a zwiedzać,
7) bo twierdziłam, że leżenie na plaży nie ma sensu,
8) bo sądziłam, że to niepotrzebne wyrzucanie pieniędzy,
9) bo uważałam, że będę za dużo jadła i piła a przez to będę gruba,
10) bo to W OGÓLE WSZYSTKO JEST NIEPOWAŻNE I BEZ SENSU.

A to „WSZYSTKO” przecież zależy od okoliczności…
Nadmiar codziennych obowiązków sprawił, że zaczęłam doceniać błogi spokój. Spokój, który człowiek może poczuć gdy znajduje się w odpowiednich okolicznościach. Okolicznościach dostatku a nie braku. Gdy nie mamy łączności z galopującą rzeczywistością czyli poza domem, bez komputera czy komórki. Gdzie ludzie wokół są tak samo zrelaksowani jak Ty. Gdzie nic nie kojarzy Ci się z męczącą cię codziennością. A wystarczy przeznaczyć na taki przystanek tylko jeden czy dwa dni i już można ze świeżym umysłem ruszać w dalszą życiową podróż 🙂 Bo podróż to w końcu przecież stan umysłu, nie?

1+
Zostaw komentarz