…nie chcę patrzeć w oczy własnego dziecka i czuć, że widzę w nich obraz własnego kata, proszę Pani…

Wyobraź sobie, że jesteś adwokatem. Z polecenia trafia do Ciebie młoda kobieta, tuż przed trzydziestką. Opowiada Ci swoją historię. Na początku lecą jej łzy, ale dość szybką przestają. Mówi logicznie, spójnie i świadomie. Słyszysz, że parę lat temu jako 20-latka, w trakcie imprezy została brutalnie zgwałcona przez sąsiada, „przyjaciela” jej rodziców. Skutkiem gwałtu była ciąża. Z pomocą przyjaciółki, która skontaktowała ją z odpowiednimi osobami i pożyczyła pieniądze, udało jej się wyjechać za granicę, gdzie usunęła ciążę. Opowiada Ci swoją historię w szczegółach, ze spokojem, „na zimno”, bez emocji, jakby opowiadała coś co zdarzyło się komuś innemu a nie jej. Słyszysz jak z dużą świadomością nazywa uczucia, które w niej były lub nadal są. Dowiadujesz się, że tuż po zdarzeniu najpierw cierpiała na anoreksję a potem na bulimię. Z czasem zaczęła się okaleczać. Przez pierwszych kilka miesięcy, niemal codziennie śniło jej się jej nienarodzone dziecko o twarzy sąsiada- gwałciciela. Lekarze stwierdzili u niej depresję, PTSD, zaburzenia dysocjacyjne oraz obsesyjno-kompulsywne. Teraz wie, że obarczała winą za to co się zdarzyło samą siebie. Że chciała siebie ukarać. Że niezgodne z prawdą było jej myślenie, że nie zasługiwała na nic dobrego. Że nieprawdą jest, że gdyby potrafiła się obronić to nie doszłoby do gwałtu. Teraz rozumie mechanizm i jest świadoma, że sprawca doskonale wiedział co robić aby to ona – ofiara, czuła się winna. Mówi Ci, że zanim trafiła na psychoterapię, często sama z premedytacją raniła mężczyzn, z którymi się spotykała. Dlaczego? Bo przypominali jej jej własnego kata. Naśladowała jego osobowość oraz zachowania. Myślała, że jak sama będzie się zachowywać jak sprawca to w końcu wyjdzie z roli ofiary. Teraz wie, że było to myślenie magiczne. Żałuje, że tylu mężczyzn skrzywdziła choć wie, że wówczas nie potrafiła zachować się inaczej. W trakcie terapii dotarło do niej, że w spadku otrzymała poczucie winy, wstyd i głębokie upokorzenie czyli to wszystko, co powinien poczuć jej kat gdyby poniósł karę za to co zrobił. Ma świadomość, że te uczucia będą jej towarzyszyć długo, być może przez całe życie. Mówi Ci, że trakcie terapii próbowała dojść do konfrontacji ze sprawcą. Teraz dojrzała do decyzji, że najlepsza konfrontacją będzie sala sądowa.

Jej rodzice dowiedzieli się o wszystkim całkiem niedawno. Obwiniają siebie za swoją nieuwagę, choć w rzeczywistości nie mogli temu zapobiec. Teraz rozumieją dlaczego ich córka unikała mężczyzn i nigdy nie była w związku.

Ty jako adwokat obserwujesz tę kobietę i widzisz, że mimo kilkuletniej już psychoterapii, nadal ma obniżoną samoocenę i czuje pogardę wobec samej siebie. Jeszcze nie wyszła z roli ofiary. Wiesz dobrze jak trudno jest pomóc klientce, która przychodzi ze sprawą po kilku latach od zdarzenia. Że w sądzie liczy się nie prawda a dowody jakie dostarczysz. Wiesz, że proces sądowy to w tym przypadku synonim przeżywania przez tę kobietę całej sprawy na nowo. Mówisz jej to. A ona? Ona jednak mówi, że tego wszystkiego chce. Wie, że być może, w przyszłości, będzie chciała się z tej decyzji wycofać. Czuje jednocześnie, że robi dobrze. Podjęła tę decyzję sama, z wszelkimi jej konsekwencjami. Tak samo jak zdecydowała się na aborcję. Nigdy nie żałowała swojej decyzji. Jeżeli spytasz ją dlaczego, odpowie ci, że nie chciałaby patrzeć w oczy własnego dziecka i czuć, że widzi w nich obraz swojego własnego kata.

Nie trzeba być wybitnym specjalistą by wiedzieć, że wykorzystanie seksualne pozostawia olbrzymie spustoszenie w zdrowiu psychicznym i fizycznym kobiety. To trauma, która zaburza funkcjonowanie emocjonalne i społeczne. Wywołuje problemy z łaknieniem, depresję i akty autoagresji. Również sfera seksualna ulega zaburzeniu. Część kobiet unika seksu. Boją się ponownego wykorzystania, zbliżenia z mężczyzną, unikają dotyku. Druga część przesadnie eksponuje swoją kobiecość. Prowokują skąpym ubiorem, kokietują, uwodzą mężczyzn na chwilę by potem ich porzucić, wiążą się z tymi, którzy je biją lub zdradzają.

Według danych, które można znaleźć w internecie, jedynie 20% gwałtów zgłaszane jest na policji. Choć tak naprawdę ciężko to wyliczyć bo przecież istnieją kobiety, które przez całe życie milczą o krzywdzie, której doznały. 9% zgwałceń odbywa się poza domem, 5% sprawców ma stwierdzone problemy psychiczne. W 83% sprawcą jest zaufana osoba z otoczenia, w 20% stały partner, a w 33% mąż.

Według statystyk policyjnych, w 2000 r. wszczęto blisko 2000 postępowań z art. 197 kodeksu karnego (przestępstwo zgwałcenia), a blisko 2400 przestępstw stwierdzono. Z kolei w 2008 r. zgłoszono 2041 przestępstw, a stwierdzono 1611. W 2014 r., zgłoszono 2444 r., a stwierdzono 1254. O ile ilość zgłaszanych przestępstw od 2000 r. utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie to w stwierdzaniu przestępstw od kilkunastu lat widać tendencję spadkową. Z wielu różnych względów.

Samo wysłuchanie takiej historii nie jest łatwe. Postawienie siebie w roli zgwałconej kobiety, która musi wybrać czy urodzić dziecko z gwałtu czy nie, wymaga dobrej wyobraźni. Danie tej kobiecie wsparcia wymaga empatii. Danie jej WOLNOŚCI WYBORU wymaga zaufania. Ona najlepiej wie co jest dla niej najlepsze i jakie konsekwencje w związku ze swym wyborem poniesie. Jeśli nie chce patrzeć w oczy własnego dziecka i czuć, że widzi w nich obraz swojego własnego kata, to jest to jej własny WYBÓR. Inni nie mają prawa publicznie go oceniać. innym pozostaje go jedynie uszanować.

2+
Zostaw komentarz