Mam tylko jedno życie. Nie chcę przeżywać go siedząc w fotelu pasażera….

Mam tylko jedno życie. Nie chcę przeżywać go siedząc w fotelu pasażera. To mój świat i moje prawo jazdy. To ja jestem kierowcą! Jadę więc wraz moimi dwiema współtowarzyszkami podróży – Holenderką i Niemką, z którymi podróżuje już od prawie tygodnia, a które poznałam na Jawie. Po dwóch dniach wypoczynku na północy Bali w stronę południa. Po górskiej drodze, wodospadzie, skosztowaniu jednej z najdroższych kaw na świecie (czyli takiej, którą zwierz o nazwie Luwak, mówiąc ładnie -defekuje, a Ty ją później pijesz) i trzech świątyniach, dojeżdżamy do Ubud. Po drodze dochodzę tylko do jednego wniosku: z balijską świątynią jest jak z rodziną – najlepiej wychodzi się z nią na zdjęciu… Świątyń na Bali są miliony. Prawie 94% ludności wyznaje tzw. hinduizm balijski. Praktycznie w każdym domu można znaleźć jakąś jedną, małą, „przydomową”. Są urocze, ale z czasem -w nadmiarze- nudzą… To tyle na dziś. W szczególności po live guitar music night…
Przesyłam zdjęcia bo wciąż zewsząd słyszę, że umieszczam ich na blogu za mało 🙂 kiedyś robiłam ich więcej. Dziś wolę obserwować.

3+
1 Komentarze
Zostaw komentarz